Obraz, który wymyka się interpretacji. Historia Spirit z 1885 roku
W środku nocy mężczyzna pracuje sam przy swoim biurku. Nagle fortepian zaczyna grać, a przed jego oczami pojawia się postać, której pochodzenia nie jesteśmy w stanie wyjaśnić. Kim jest ta kobieta i dlaczego ten obraz od ponad wieku nie przestaje intrygować?

W środku nocy mężczyzna samotnie pracuje przy swoim biurku. Jest skupiony, otoczony papierami, przy niewielkiej ilości światła, wystarczającej jednak, by mógł kontunuować swoją pracę. Wszystko wydaje się zwyczajną nocą, dopóki coś mu nie przeszkodzi.
Nagle fortepian stojący przed jego biurkiem zaczyna grać. Gdy mężczyzna podnosi wzrok, staje w obliczu czegoś, czego nie da się wyjaśnić… tajemnicza zjawa gra na fortepianie. Ta mara ma postać kobiety. Jej obecność rozświetla całe pomieszczenie, a jednak nie wiemy, kim jest. Nie ma żadnej wskazówki, która powiedziałaby nam, jaka jest jej tożsamość. Być może to jego zmarła żona, ktoś ważny z jego przeszłości, a może ktoś, kto kiedyś dzielił z nim tę samą muzykę.

Obraz nosi tytuł Spirit i został namalowany w 1885 roku przez francuskiego malarza George’a Rouxa (a właściwie Alexandre-Georges Roux). W tym samym roku został wystawiony na Salonie Paryskim, najważniejszym miejscu dla francuskich artystów tamtych czasów. Dziś jednak obraz ten zaginął. Nie znajduje się w żadnym muzeum i niestety pozostały po nim jedynie wizerunki.
Od ponad wieku historycy sztuki zadają te same pytania… Kim jest ta kobieta? Kim jest ten mężczyzna? Czy ona jest wspomnieniem, wizją, czy czymś nadprzyrodzonym?
Pod koniec dziewiętnastego wieku Europa była zafascynowana ideą, że zmarli mogą komunikować się z żywymi. Spirytualizm nie był ani dziwny, ani marginalny. Nie był też ukrytą wiarą. Praktykowano go w eleganckich salonach i mieszczańskich domach, i to nie tylko przez ciekawskich, ale także przez lekarzy, pisarzy i naukowców. Odbywały się seanse, działały media, stoły, które rzekomo poruszały się same, stuki, które odpowiadały na pytania, a w niektórych przypadkach instrumenty muzyczne, które zdawały się grać, choć nikt ich nie dotykał.

Może to brzmieć dzisiaj dziwnie, ale wówczas miało to sens. Była to epoka, w której nauka rozwijała się w ogromnym tempie. Odkrywano nowe niewidzialne siły, takie jak elektryczność i magnetyzm - rzeczy, których nie można było zobaczyć, ale które wyraźnie istniały. Wielu ludzi zaczęło więc zadawać sobie pytanie: jeśli niewidzialne siły mogą poruszać przedmiotami lub przekazywać informacje, dlaczego nie miałoby również istnieć niewidzialnego świata zamieszkanego przez duchy?
Jednocześnie lęk przed śmiercią był wszechobecny. Choroby wciąż były powszechne, średnia długość życia niska, a śmierć była częścią codziennego życia. A gdy nauka nie potrafiła odpowiedzieć na pytania takie jak to, co dzieje się po śmierci albo czy kiedykolwiek zobaczymy tych, których straciliśmy, spirytualizm wkraczał, by wypełnić tę lukę.

W tym kontekście sceny takie jak ta, którą George Roux namalował w Spirit, nie wydawały się absurdalne. W tamtych czasach nie były fantazją w takim sensie, w jakim myślimy o nich dziś. Dla wielu ludzi takie zdarzenia były całkowicie możliwe i to jest kluczowe dla zrozumienia tego obrazu.
Dla artystów takie sceny były szczególnie użyteczne. Pozwalały im mówić o stracie, nieobecności, pamięci i żałobie, nie wyjaśniając wszystkiego dosłownie. Duch mógł oznaczać wiele rzeczy jednocześnie: zmarłą ukochaną osobę, wspomnienie, poczucie winy, a nawet obecność, której nigdy nie można zapomnieć.
Warto podkreślić, że George Roux nie był byle jakim malarzem ani kimś, kto improwizował tajemniczą scenę w środku swojej kariery. Roux był klasycznie wykształcony w ramach francuskiej tradycji akademickiej dziewiętnastego wieku i studiował u znanych mistrzów tamtych czasów, takich jak Alexandre Cabanel. Oznacza to, że potrafił rysować z precyzją, konstruować wiarygodne przestrzenie i komponować czytelne, dobrze zbudowane sceny.

Mimo to nie zasłynął przede wszystkim ze swoich obrazów olejnych, lecz z rycin. Przez lata pracował jako ilustrator powieści przygodowych, opowieści naukowych i literatury fantastycznej. Jego najbardziej znane prace są ściśle związane z książkami Julesa Verne’a (Juliusz Verne), gdzie musiał przedstawiać światy, które jeszcze nie istniały, niemożliwe maszyny, dziwne zjawiska i ekstremalne sytuacje. To doświadczenie całkowicie ukształtowało sposób, w jaki opowiadał historie za pomocą obrazów.
Jako ilustrator Roux musiał sprawić, by czytelnik uwierzył w to, co widzi. Jego obrazy musiały wydawać się prawdziwe, nawet gdy przedstawiały rzeczy niemożliwe. I dokładnie to robi w Spirit. Choć scenę można by określić jako nadprzyrodzoną, przestrzeń, przedmioty i postawa postaci są potraktowane z całkowitym realizmem.
Roux doskonale wiedział, jak prowadzić oko widza, jak tworzyć wiarygodną scenę i jak sprawić, by coś, o czym wiemy, że jest niemożliwe, wydawało się przekonujące, a nie absurdalne. W tym dziele zastosował wszystko, czego nauczył się jako ilustrator, w medium malarstwa. Dlatego obraz wydaje się tak realny, nawet gdy nie do końca rozumiemy, co się dzieje.
Skoro nie istnieje żaden zapis mówiący, co ta scena ma przedstawiać, to my sami musimy nadać jej interpretację.
Gdybym miała podać własną interpretację tego obrazu, odważyłabym się powiedzieć, że ten mężczyzna pracował do późna przy swoim biurku. Jeśli spojrzymy na jego biurko, możemy zobaczyć kartki papieru, książki, a nawet małą lampę, którą zapalił, aby móc pisać lub czytać w nocy. Nie wygląda jak ktoś, kto wszedł, by zobaczyć, co się dzieje. Wręcz przeciwnie, wydaje się pochłonięty swoją rutyną, nagle przerwaną.
Lubię sobie wyobrażać, że w środku pracy zaczął słyszeć fortepian stojący przed nim. I to jest moment, w którym podnosi wzrok i ją widzi. Kobietę siedzącą przy fortepianie.
Sposób, w jaki została namalowana, i oczywiście tytuł dzieła, jasno wskazują, że nie jest prawdziwą kobietą. Jej blask sprawia, że wygląda jak duch. Jest oświetlona tak, jakby światło pochodziło od niej, a nie z pomieszczenia. To światło nie tylko ją otacza, ale również rozlewa się w przestrzeń i sprawia, że reszta pokoju wydaje się ciemniejsza przez kontrast.

Wierzę, że w tym momencie mężczyzna zrozumiał, co widzi. Nie dlatego, że było to logiczne, ale dlatego, że niektóre rzeczy rozpoznaje się bez potrzeby wyjaśniania. Dlatego moja interpretacja jest taka, że ta kobieta była jego zmarłą żoną. A melodia, którą zaczyna grać, to nie byle jaka piosenka, lecz ta, którą kiedyś dzielili - coś, co przenosi go bezpośrednio do wspomnienia życia z nią.
Jednak najważniejsze w tym obrazie nie jest to, co pokazuje, ale to, czego nie pokazuje. Roux celowo ukrywa twarz kobiety. Jest odwrócona od nas, co uniemożliwia poznanie, kim jest. Mogłaby być kimkolwiek. Albo mogłaby być kimś bardzo konkretnym dla niego, ale artysta decyduje się nie dawać nam tej pewności.
Nie widzimy również wyraźnie szczegółów pomieszczenia. Części przestrzeni pochłania cień. Nie możemy wyraźnie rozróżnić obrazów na ścianach ani tego, co je otacza. Lubię myśleć, że mogą to być portrety, być może jego i jej, ale nawet gdyby to była prawda, obraz wciąż ukrywałby to, co naprawdę ważne, nigdy nie pozwalając nam niczego potwierdzić.
Roux nie chciał, abyśmy zobaczyli historię z jasnym zakończeniem. Chce, abyśmy weszli w pewien moment i zrobili resztę sami. Daje nam wystarczająco dużo wskazówek, by zbudować wyjaśnienie, ale nie na tyle, by czuć się w nim pewnie.
Dlatego uważam, że warto zapytać Was, co widzicie w tej scenie? Czy myślicie, że to może być duch jego żony? A może to tylko sen albo halucynacja bez konkretnej historii? Chętnie przeczytam wasze interpretacje w komentarzach i zobaczę, jak daleko może posunąć się wyobraźnia każdego z Was w obliczu takiego obrazu.
Natalia