Przejdź do treści
Layers/of.art
Szukaj

Ukryta psychologia zła w sztuce

Od starożytnych Egipcjan po współczesną popkulturę – sztuka od tysięcy lat ukazuje zło. Jednak to, co naprawdę się liczy, to nie samo zło w obrazie, lecz sposób, w jaki na nie reagujemy jako widzowie.

The Adversary, Sir Joseph Noel Paton

Relacja między złem, a sztuką sięga zamierzchłych czasów. Od tysięcy lat ludzie starają się przedstawiać w obrazach to, czego boją się najbardziej. Starożytni Egipcjanie rzeźbili reliefy Apopisa, ogromnego węża chaosu i ciemności, który każdej nocy próbował pożreć Ra, boga słońca. Aztekowie przedstawiali w swojej sztuce budzącego grozę Tezcatlipokę, znanego jako “Dymiące Zwierciadło”. A przez stulecia chrześcijańscy artyści wypełniali księgi i manuskrypty wizerunkami Diabła czającego się na marginesach stron.

Z czasem jednak relacja między sztuką, a złem stopniowo się zmieniała. Zło w sztuce nie zawsze jest jedynie odzwierciedleniem naszych lęków. Bardzo często mówi nam więcej o nas samych, jako widzach, niż o samym dziele sztuki. Innymi słowy, liczy się nie tylko zło pojawiające się w obrazie, ale sposób, w jaki reagujemy, gdy je widzimy.

Aby jaśniej wyjaśnić tę ideę, chciałabym podzielić zło w sztuce na trzy kategorie: ofiarę, świadka i sprawcę. Ponieważ, gdy patrzymy na obraz przedstawiający zło, niemal zawsze kończymy, zajmując jedną z tych trzech możliwych ról.

Na początek zacznę od tego, co uważam za najdziwniejszą formę zła w sztuce - tę, która czyni nas, widzów, ofiarami. Aby tak się stało, dzieło sztuki musi skonfrontować się z nami bezpośrednio. Musi być wystarczająco intensywne, byśmy poczuli się przytłoczeni tym, co widzimy. W takich przypadkach nie jesteśmy już zwykłymi obserwatorami. Zamiast tego zaczynamy odczuwać, jakby zło z obrazu w jakiś sposób dotyczyło nas osobiście.

Dla mnie jednym z najlepszych przykładów jest Dwóch satyrów Petera Paula Rubensa, namalowany w 1619 roku. Pierwszą rzeczą, która przyciąga naszą uwagę w tym obrazie, są oczy. Satyr wpatruje się prosto w nas, z zarumienionymi policzkami i złośliwym uśmiechem na twarzy. Prawdopodobnie pił, podobnie jak drugi satyr pojawiający się w tle.

Dwóch satyrów Petera Paula Rubensa
Dwóch satyrów autorstwa Petera Paula Rubensa

W mitologii greckiej i rzymskiej satyrowie to istoty w połowie ludzkie, w połowie zwierzęce, towarzyszące Bachusowi, znanemu również jako Dionizos. W przeciwieństwie do innych podobnych postaci, takich jak Fauny czy Centaury, satyrowie słyną ze swojej dzikiej i nieokiełznanej natury. Ich rolą jest podążanie za swoim bogiem w niekończących się uroczystościach, picie z nim i oddawanie się wszelkiego rodzaju ekscesom. Z tego powodu mity często przedstawiają, ich jako postacie libertyńskie, związane z pożądaniem i seksualną deprawacją. Czasami są nawet przedstawiani z permanentną erekcją, symbolem ich niekontrolowanej żądzy. Wszystko to czyni satyrów głęboko niekomfortowymi i niepokojącymi postaciami w mitologii. I to właśnie ten dyskomfort Rubensowi udaje się uchwycić w tym obrazie.

Aby naprawdę zrozumieć tę scenę, konieczna jest znajomość natury tych stworzeń. Satyrowi wpatrującemu się w Ciebie bezpośrednio, z uśmiechem pełnym pożądania i złośliwości - robi się niepokojąco. W pewnym sensie przestajemy być zwykłymi widzami i stajemy się ofiarami sceny. Nasza własna wrażliwość zdaje się odbijać w coraz szerszym uśmiechu satyra.

Jednak bycie świadkiem zła oznacza więcej niż tylko obserwowanie go. W pewnym sensie czyni nas to współwinnymi. To, co widzimy, wpływa na nas i budzi w nas potrzebę reakcji lub osądu tego, co się dzieje. Od tysięcy lat artyści wykorzystują ten bardzo ludzki impuls, pragnienie zajęcia stanowiska wobec tego, czego jesteśmy świadkami. Z tego powodu bycie świadkiem zła jest prawdopodobnie najczęstszym sposobem, w jaki sztuka łączy nas z nim.

Znaczna część sztuki religijnej działa według tej logiki. Wiele dzieł zaprasza nas do kontemplacji cierpienia i przyjęcia wobec niego postawy moralnej. Zachęca się nas do odczuwania współczucia dla Jezusa Chrystusa w scenie ukrzyżowania lub do osądzania tych, którzy go potępili. To relacja stosunkowo prosta, wręcz pasywna, dążąca do wywołania kontemplacji i empatii. Ale niektóre dzieła sztuki posuwają tę ideę znacznie dalej.

Dante i Wirgiliusz autorstwa Williama-Adolphe’a Bouguereau, 1850 rok.
Dante i Wirgiliusz autorstwa Williama-Adolphe’a Bouguereau, 1850 rok.

Mistrzowskim przykładem jest Dante i Wergiliusz znany również, jako Dante i Wirgiliusz w Piekle Williama-Adolphe’a Bouguereau, namalowany w 1850 roku. Scena rozgrywa się w głębinach piekła, w regionie zwanym Malebolge, jednym z kręgów opisanych przez Dantego Alighieri w Boskiej komedii. Tam Dante, Wergiliusz i demon obserwują brutalną walkę dwóch potępionych dusz: heretyka Capocchia i oszusta Gianniego Schicchiego, który rzuca się na niego i gryzie go z zwierzęcą brutalnością.

Scena jest niezwykle visceralna. W prawym dolnym rogu mężczyzna leży okaleczony i wije się w bólu, podczas gdy z świecącej się jamy wydobywają się inne grupy potępionych dusz, by walczyć między sobą. Dante i Wergiliusz wydają się wyraźnie przerażeni tym, czego są świadkami. Demon jednak delektuje się spektaklem. To istota, która rozkoszuje się przemocą i ludzką nędzą. I tutaj Bouguereau wprowadza bardzo interesującą dynamikę.

Dwaj mężczyźni atakujący się nawzajem zostali już osądzeni. Wiemy, że są w piekle z powodu własnych zbrodni. Obraz nie prosi nas o decyzję, czy zasługują na tę karę. Zamiast tego pytanie kierowane jest do nas. Czy jesteśmy przerażeni brutalnością tego, co widzimy? A może w głębi duszy znajdujemy pewną przyjemność w patrzeniu na to? W rzeczywistości spośród wszystkich postaci na obrazie jedyną, która wydaje się patrzeć bezpośrednio na nas, jest demon. Jego uśmiech wydaje się niemal konspiracyjny, jakby zapraszał nas do podzielenia jego perspektywy. Jego groteskowe rysy zmuszają nas do zadania sobie pytania, co naprawdę czujemy, będąc świadkami kary i przemocy.

Judyta odcinająca głowę Holofernesowi, Caravaggio
Judyta odcinająca głowę Holofernesowi autorstwa Caravaggio

Ta relacja między sceną a widzem różni się od tej, którą znajdujemy w innych obrazach, gdzie również jesteśmy świadkami aktów przemocy. Na przykład w Judycie odcinającej głowę Holofernesowi autorstwa Caravaggio przemoc jest intensywna i brutalna, ale uwaga wyraźnie skupia się na Judycie. Dramatyczne światło, jej zdeterminowany wyraz twarzy i pewność, z jaką trzyma miecz, zdają się uspokajać widza. Choć czyn jest straszny, obraz sugeruje, że jest to usprawiedliwiona forma przemocy.

Guernica autorstwa Pabla Picassa, 1937 rok.
Guernica autorstwa Pabla Picassa, 1937 rok.

W Guernice namalowanej w 1937 roku przez Pabla Picassa znajdujemy zupełnie inną perspektywę. Dzieło przedstawia bombardowanie miasta Guernica przez nazistowskie i faszystowskie lotnictwo podczas hiszpańskiej wojny domowej. Tutaj świat wydaje się dosłownie rozpadać: budynki płoną, miecze się łamią, a zarówno ludzie, jak i zwierzęta wydają się roztrzaskane. To obraz horroru nowoczesnej wojny na przemysłową skalę. Pozostajemy świadkami, ale Picasso przytłacza nas sceną do tego stopnia, że nasz osąd wydaje się niemal nieistotny. W obliczu spadających bomb, ognia i krzyków umierających nasz głos jako widzów zdaje się zanikać.

Wreszcie istnieje trzeci sposób, w jaki możemy odnosić się do zła w sztuce: gdy w jakiś sposób stajemy się jego sprawcami.

Gdy stajemy się sprawcami zła, napotykamy to, co moglibyśmy nazwać prawdziwym urokiem zła. Podczas gdy demon na obrazie Williama-Adolphe’a Bouguereau zmusza nas do refleksji nad naszą reakcją na przemoc, istnieją inne dzieła, które idą o krok dalej. W nich nie tylko obserwujemy zło, także uczestniczymy w nim, nawet jeśli tylko w subtelny sposób. A co czyni to jeszcze bardziej interesującym, to fakt, że te dzieła sztuki nawet nie proszą nas o refleksję nad tym.

W sztuce europejskiej ten typ przedstawienia jest często związany z postacią Szatana. Przez stulecia diabeł był portretowany po prostu jako potworne stworzenie… oczywiste ucieleśnienie zła. Ale ta wizja zmieniła się radykalnie po publikacji Raju utraconego autorstwa Johna Miltona. W tym dziele Milton przedstawia Szatana nie tylko jako wroga Boga, ale jako buntownika, który powstaje przeciwko ustalonemu porządkowi. Jego postać jest dumna, pełna pasji i wyzywająca. Bardzo daleka od groteskowego potwora średniowiecznej wyobraźni.

Szatan autorstwa Thomasa Lawrence'a 1796 roku.
Szatan autorstwa Thomasa Lawrence'a, 1796 rok.

Coś podobnego dzieje się w Szatan wzywający swoje legiony Thomasa Lawrence’a, około 1796 roku. Tutaj widzimy imponującą postać wzywającą swoją armię do zgromadzenia się. Jego obecność wydaje się niemal imperialna, jakby był rywalem godnym samego Boga. Wiemy, że te postacie przedstawiają zło. A jednak są fascynujące. Są pełne pasji, wyzywające, rewolucyjne. W pewnym sensie wydają się przywódcami, których moglibyśmy być kuszeni, by naśladować. I to jest prawdziwe osiągnięcie tych artystów: sprawiają, że na chwilę zapominamy, że zło wciąż jest złem. Przyciągają nas bliżej tej ciemności, niż normalnie bylibyśmy skłonni się posunąć sami.

W rzeczywistości te przedstawienia były pierwszym krokiem do czegoś, co dziś postrzegamy jako całkowicie normalne w kulturze popularnej. Seriale takie jak Lucyfer czy Supernatural przedstawiają diabła jako czarującą, atrakcyjną, a nawet charyzmatyczną postać. Zło nie pojawia się już jako coś potwornego. Staje się uwodzicielskie, pełne pasji, niemal nieodparte. A naszą “zbrodnią” jako widzów jest właśnie to, że pozwalamy się temu przyciągnąć. Stajemy się współwinnymi. Aspirującymi buntownikami. Nawet wiedząc, co reprezentuje, część nas wciąż czuje fascynację postaciami takimi jak Szatan.